Mój dwunasty wpis do dziennika refleksji
Ostatnio na praktykach mieliśmy za zadanie w parach przygotować i przeprowadzić zajęcia dla dzieci w przedszkolu. Razem z moją koleżanką wylosowałyśmy grupę czterolatków, z czego bardzo się ucieszyłyśmy. Przygotowałyśmy wszystko w domu, dopracowałyśmy plan zajęć i byłyśmy przekonane, że jesteśmy gotowe. Jednak kiedy nadszedł moment prowadzenia zajęć, poczułam ogromny stres. Zaskoczyło mnie to, ponieważ wcześniej wydawało mi się, że mam sytuację pod kontrolą. W trakcie zajęć bardzo trzęsły mi się dłonie i trudno było mi się uspokoić. Bałam się, że nie zainteresuję dzieci i że zajęcia okażą się nudne lub nie spełnią oczekiwań prowadzącego, zwłaszcza że było to zaliczenie. Mimo stresu starałam się skupić na dzieciach i poprowadzić zajęcia jak najlepiej. Zauważyłam, że dzieci słuchały z zaciekawieniem, chętnie brały udział i reagowały na moje polecenia. Dzięki temu poczułam ulgę i zrozumiałam, że moje obawy były większe niż rzeczywista sytuacja. Myślę, że zajęcia mogły się dzieciom spodobać, a ja dałam z siebie wszystko.
To doświadczenie nauczyło mnie, że stres jest naturalny, szczególnie gdy robimy coś nowego i zależy nam na dobrym wyniku. Zrozumiałam też, że w przyszłości, jako nauczycielka, będę musiała częściej występować przed grupą i prowadzić zajęcia na co dzień. Dlatego chciałabym pracować nad większą pewnością siebie oraz nad sposobami radzenia sobie z tremą. Uważam, że im więcej będę miała takich doświadczeń, tym łatwiej będzie mi zachować spokój i skupić się na dzieciach, a nie na własnych obawach.
Komentarze
Prześlij komentarz